Cisza przerywana dźwiękami wydobywającymi się z kuchni, piętro niżej. Lekki wiatr powiewa fioletową, atłasową zasłoną. Za nią znajduje się uchylone okno. Na szafkach ułożone są książki o różnych tytułach i tematyce. Obok stało biurko, a na nim laptop, lampka i jakieś rozrzucone zeszyty. Wszystko to należało do dziewczyny, która smacznie spała w białej pościeli tuż koło okna. Szesnastolatka o długich, brązowych włosach, uśmiechnęła się… Ciekawe co jej się śni… ? Wydawało się, że nic tej spokojnej atmosfery nie zniszczy, a jednak…
- Wstawaj! Izka! Pobudka! – krzyknął wbiegający maluch i skoczył na łóżko koło dziewczyny. – No koniec spania!
- Złaź stąd! – mruknęła obudzona i zrzuciła chłopca na podłogę.
- Mamo! Ona nie chce wstać! – wyrarł się.
Po chwili było słychać stukanie butów o stopnie schodów i do pokoju weszła wysoka, szczupła kobieta. Blondynka o kręconych włosach. Jej twarz była miła, każdy człowiek wiedział, że w Tamarze Olińskiej zawsze znajdzie poparcie. Była to typowa gospodyni domowa, pracowała w domu, przygotowując posiłki, opiekując się dziećmi i pomagając mężowi wiązać krawat.
- Izuś, proszę cię. Czy ty zawsze musisz kłaść się tak późno, potem nie możesz wstać. No już! Wstawaj! – powiedziała pani Tamara, odkrywając córkę.
- To niech on mnie tak nie budzi! – powiedziała Iza, pokazując palcem na malucha. – Przecież to nie jest przyjemne jak Mateusz na mnie skacze.
- Dobrze, już nie będę. – odparł mały, gdy zobaczył piorunujące spojrzenie matki. – Kto ostatni na dole ten klucha. – krzycząc to, wybiegł z pokoju siostry i zbiegł do kuchni.
Za nim zeszły Iza i pani Tamara. Dziewczyna dostrzegła, że jeden talerz jest już pusty.
- Tata już pojechał? – zapytała.
- Tak skarbie. – odparła mama i zaczęła przygotowywać dzieciom tosty.
- Nie mamo, ja nie chcę. Zjem coś w szkole. – mówiąc to, Iza ruszyła do swojego pokoju. Umyła się, ubrała, umalowała i poszła do szkoły.
Państwo Olińscy mieszkali w dość dużym domu. W końcu pan Tomasz miał swą własną firmę, która, nie chwaląc się, świetnie prosperowała, więc mogli pozwolić sobie na różne wydatki. Dom znajdował się jakiś 1 km od gimnazjum Izy dlatego też, dziewczyna zazwyczaj dostawała się tam o własnych siłach. Nigdy nie narzekała, w końcu lubiła spacery.
Gdy doszła do szkoły spotkała tam już swoją najlepszą przyjaciółkę – Alę. Wraz z nią udała się na pierwszą lekcję – na hiszpański. Izę zawsze fascynował ten język, dlatego była wniebowzięta, gdy dowiedziała się, że będzie się go uczyła w gimnazjum. Od trzech lat jest najlepsza i nie chce poprzestać na tym. Całą przyszłość wiąże z Hiszpanią. 45 minut niestety szybko minęły i musiała się udać na kolejne, już nie tak bardzo kochane przez nią lekcje.
-Na szczęście – pomyślała - dziś mamy tylko 5 lekcji. Hiszpański, Matma, matma, polak i godzina wychowawcza.
Wszystkie szybko, bezstresowo minęły, jednak na przerwie przed godziną wychowawczą stało się coś dziwnego. Do Izy podeszła jej mama.
- Niuńka, co ty zmalowałaś? – zapytała drżącym głosem pani Tamara.
- Ja? Ja nic. Co ty tu w ogóle robisz? – ze zdziwieniem pytała dziewczyna.
- Dzwoniła twoja wychowawczyni, prosiła bym przyszła na rozmowę z dyrektorem.
Iza nie wiedziała co odpowiedzieć. Nic nie zrobiła… przynajmniej tak jej się wydawało.
- No nic. – powiedziała mama dziewczyny. – To lecę się dowiedzieć o co chodzi.
Mówiąc to ruszyła w kierunku gabinetu dyrektora. Zostawiona na korytarzu z przyjaciółką, Iza nie wiedziała co się dzieje. Postanowiła poczekać na matkę i zorientować się w czym problem. Po 10 minutach, gdy zabrzmiał dzwonek, z gabinetu wyszła pani Tamara, była bardzo zdenerwowana. Za nią wyszła wychowawczyni mówiąc:
- Prędzej czy później się wszyscy dowiedzą. Wtedy będzie już ZA PÓŹNO!
- Niech pani nie miesza się w sprawy mojej rodziny. – powiedziała przez zęby, wściekła pani Tamara. – Nikt nie będzie o tym decydował, rozumie pani?! – teraz kobieta krzyczała na nauczycielkę, która tylko poprawiła okulary na nosie i powiedziała:
- Będzie pani tego żałowała. Ona nie jest głupia, sama się domyśli.
- Iza! Bierz plecak i jedziemy do domu. – krzyknęła pani Olińska do córki.
- Ale ja…
- Nie dyskutuj!
Iza nie wiedząc o co chodzi wzięła plecak, pożegnała się z Alą i poszła za matką. Dopiero w połowie drogi powrotnej, matka w samochodzie odezwała się do córki.
- Niunia, zmieniasz szkołę, dobrze? – jej głos był spokojny, ciepły, choć lekko drżał.
- Mamo, ale dlaczego? Co się stało?
- Twoja wychowawczyni jest niekompetentną osobą. Nie chcę byś miała z nią jakikolwiek kontakt.
- Ale o co chodzi?
Matka dziewczyny przez chwilę się zastanowiła. Iza już wiedziała, że nie usłyszy od matki prawdy, zawsze mówiła prosto z mostu, a teraz zastanawia się nad każdym wypowiadanym słowem.
- Dobra mama. Nie musisz wymyślać. – powiedziała zirytowanym głosem dziewczyna. Nie chcę zmieniać szkoły. Jeszcze tylko miesiąc do końca roku a potem liceum, to nie ma sensu.
- Iza, będziesz teraz zwalniana ze wszystkich godzin wychowawczych i z każdej biologii. Nie chcę byś z nią spotykała.
- Mamo, ja muszę chodzić na lekcję!
- Nie! Do tej kobiety nie będziesz chodziła. Ojciec załatwi ci nauczanie w domu do końca tego roku, a potem już będziesz miała normalną nauczycielkę.
Pani Tamara miała taką minę, że Iza nie próbowała już dyskutować. Gdy dojechały do domu, dziewczyna powiedziała do matki tylko „To jest chore” i udała się do swego pokoju. Była dopiero 12, nie miała pojęcia co zrobić. Zaczęła się zastanawiać co się takiego stało. Postanowiła, po powrocie ojca z pracy iść porozmawiać z nimi. Przecież ma prawo wiedzieć, dlaczego będzie miała nauczanie biologii w domu.
~*~
Wiem, że historia, jak na razie może być nie zrozumiała, ale myślę, że kontynuacja się wam spodoba ;)